...zmęczony życiem
Blog > Komentarze do wpisu
Po milczeniu...
Wiem... zaniedbuję bloga, ale serio: nie miałem ostatnio czasu! :/ Dlatego odzywam się w końcu po prawie dwutygodniowym milczeniu...

Zacznę może od dobrych ostatnich informacji: 10 lutego wpłynęła mi styczniowa pensja: 2024zł NETTO!!! :))) Tyle dostałem "na rękę"!!! :] To cieszy, bardzo cieszy! :] Niestety podejrzewam, że w lutym tak pięknie już nie będzie, bo jest coraz ciężej. Do tego widziałem ostatnio Pawła (lidera) w garniturze - podobno nasi liderzy chodzą teraz na skolenia, żeby namawiać ludzi do pracy u nas, bo jest coraz mniej chętnych! :P Dobre czasy w tej firmie skończyły się już dawno temu - niestety jeszcze na długo, zanim ja zacząłem tu pracować! :/ I ogólnie jest coraz mniej ludzi na sali: kto tylko może - zmienia pracę!

Ale miało być o dobrych informacjach: we wtorek wieczorem przyjechałą mama! Spotkaliśmy się na stacji Metro Wilanowska i przyjechaliśmy do mnie - po drodze wstępując na kolację do Kebab Kinga! :] Mniam! :))) W środę spotkaliśmy się z S., bo prosił moją mamę o podpisanie pisma "zaporoszenia" dla jego kuzyna z Ukrainy, żeby mógł przyjechać do Polski - mama się zgodziła i przywiozła wszystkie niezbędne papiery. Okazało się jednak, że biuro w środy jest nieczynne, a S. w czwartek pracuje, więc ja sam z mamą będziemy musieli tam pojechać i zanieść papiery, co zresztą uczyniliśmy. Tego dnia obejrzeliśmy sobie na moim nowym 40-calowym telewizorku "Listę Schindlera" (poprzedniego dnia późnym wieczorem oglądaliśmy "To tylko seks"), a wcześniej zjedliśmy obiad... znowu w Kebab Kingu! :P

W czwartek załatwiliśmy ostatecznie sprawę z tymi papierami dla Olka (będę musiał odebrać "zaproszenie" 1 marca lub później) i pojechaliśmy na pyyyszną pizzę do Pizzy Hut (wcale nie na "festiwal pizzy", jak planowaliśmy wcześniej, tylko zamówiliśmy jedną największą i zjedliśmy w dwie osoby - ja i mama). Wieczorem pokazałem mamie kilka fajnych filmików na YouTubie, dokończyliśmy oglądanie "Listy Schindlera" i poszliśmy spać. Obiecanej przez mamę "rozmowy" nie było oczywiście! :/

Rano zjedliśmy śniadanie i o 9:30 wyszliśmy z domu: ja pojechałem do pracy, a mama poszła zjeść śniadanie w McDonald's, bo miałą ochotę na te pyszne śniadaniowe kanapeczki, które jej poleciłem (jajko i bekon - niebo w gębie!). Następnie pochodziła trochę po Warszawie i pojechałą na busa - miała go o 13:45 zamówionego! :)

A ja piątek i sobota w pracy - w piątek szło "średnio", a w sobotę nawet dobrze, bo był tylko jeden lider i nagrałem 17 punktów. Myślę sobie jednak, że zapytam o te nadgodziny jutro, bo z prowizji to za wiele kasy nie będzie - zwłaszcza, że bardzo trudno będzie ją zrobić i pewnie dostanę tylko jej część (połowę - o ile w ogóle COKOLWIEK)... Przydałoby się więc chociaż te 240 zł brutto za jeden dzień nadgodzin! Gdyby się udało, to chętnie wziąłbym nawet i dwa dni nadgodzin! ;P 480 zł brutto piechotą nie chodzi, nie? :P

Ps. Pojutrze walentynki... to NIGDY nie było moje święto - pozostaję samotny! :(((
niedziela, 12 lutego 2012, zawszeniepotrzebny