|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi czytane...
Blogi czytane rzadziej...
Kontakt ze mną
|
czwartek, 17 maja 2012
Po urlopie...
Wczoraj byłem w pracy pierwszy dień po urlopie - dłuuugim urlopie, bo nie było mnie w pracy przez 17 dni (przy czym musiałem wziąć tylko 6 dni urlopu, żeby mieć tyle wolnego - to plus!). Najgorsza była pierwsa godzina - dłuzyła mi się niemiłosiernie i w jej czasie wdrażałem się ponownie do rozmawiania z Abonentami. Ciężko, ciężko - ogólnie dopiero po 3 godzinach się rozkręciłem, nagrywając ostatecznie 15 aneksów. :P Liderzy zauważyli moją opaleniznę, a pocztówka z Gurzuf dotarła! :))) Jeszcze jedna scena był bardzo sympatyczna - otóż jedna koleżanka stwierdziła, że... "ładnie ci w opaleniznie"! :P Koleżanka jest niespecjalnie urodziwa, ale - nie wiedzieć czemu - bardzo seksowna... może to przez długie nogi, które posiada. ;) Ogólnie dzień był męczący - ale to chyba normalne po tak długiej nieobecności w pracy. W tym miesiącu próg premii wynosi 240 punktów, a zostało mi 90 godzin pracy (9 dni po 10 godzin), więc bankowo go nie zrobię - trzeba się umówić na próg indywidualny, już mi o tym wczoraj wspomniał sam mój lider. ;) Jest ciężko, bo te bazy, na których pracujemy są kiepski - teraz dzwonimy do Abonentów, którym umowy kończą się z końcem czerwca, więc najczęściej stwierdzają, że jeszcze mają czas na podjęcie decyzji. ;P Ogólnie jest coraz gorzej i zaczynam mieć naprawdę dość tej pracy... :/ Jedno jedyne, co mnie pociesza to urodziwa Natalia! :))) Wczoraj pisałem z nią na Facebooku prawie do 1 w nocy (stąd jestem "średnio" wyspany) i wygląda na to, że wszystko idzie w dobrym kierunku... :P Kurde, no to naprawdę bardzo ładna i fajna dziewczyna. Co prawda wierząca, ale nie radykalna, więc nie powinno być większych konfliktów na tym tle. Nie wiem... chyba pogrążam się coraz bardziej, ale niewiele mi brakuje do zakochania się! :D Jutro mam wolny dzień i Natalia obiecała spotkanie, a dziś mam do niej zadzwonić w przerwie w pracy - sama tego chciała! :P Oj... chyba już wpadłem... ;P
Po urlopie...
Wczoraj byłem w pracy pierwszy dień po urlopie - dłuuugim urlopie, bo nie było mnie w pracy przez 17 dni (przy czym musiałem wziąć tylko 6 dni urlopu, żeby mieć tyle wolnego - to plus!). Najgorsza była pierwsa godzina - dłuzyła mi się niemiłosiernie i w jej czasie wdrażałem się ponownie do rozmawiania z Abonentami. Ciężko, ciężko - ogólnie dopiero po 3 godzinach się rozkręciłem, nagrywając ostatecznie 15 aneksów. :P Liderzy zauważyli moją opaleniznę, a pocztówka z Gurzuf dotarła! :))) Jeszcze jedna scena był bardzo sympatyczna - otóż jedna koleżanka stwierdziła, że... "ładnie ci w opaleniznie"! :P Koleżanka jest niespecjalnie urodziwa, ale - nie wiedzieć czemu - bardzo seksowna... może to przez długie nogi, które posiada. ;) Ogólnie dzień był męczący - ale to chyba normalne po tak długiej nieobecności w pracy. W tym miesiącu próg premii wynosi 240 punktów, a zostało mi 90 godzin pracy (9 dni po 10 godzin), więc bankowo go nie zrobię - trzeba się umówić na próg indywidualny, już mi o tym wczoraj wspomniał sam mój lider. ;) Jest ciężko, bo te bazy, na których pracujemy są kiepski - teraz dzwonimy do Abonentów, którym umowy kończą się z końcem czerwca, więc najczęściej stwierdzają, że jeszcze mają czas na podjęcie decyzji. ;P Ogólnie jest coraz gorzej i zaczynam mieć naprawdę dość tej pracy... :/ Jedno jedyne, co mnie pociesza to urodziwa Natalia! :))) Wczoraj pisałem z nią na Facebooku prawie do 1 w nocy (stąd jestem "średnio" wyspany) i wygląda na to, że wszystko idzie w dobrym kierunku... :P Kurde, no to naprawdę bardzo ładna i fajna dziewczyna. Co prawda wierząca, ale nie radykalna, więc nie powinno być większych konfliktów na tym tle. Nie wiem... chyba pogrążam się coraz bardziej, ale niewiele mi brakuje do zakochania się! :D Jutro mam wolny dzień i Natalia obiecała spotkanie, a dziś mam do niej zadzwonić w przerwie w pracy - sama tego chciała! :P Oj... chyba już wpadłem... ;P
poniedziałek, 14 maja 2012
Wróciłem z Krymu!
No... wróciłem do kraju dokładnie 9 maja, ale siedziałem u mamy, do Warszawy wróciłem w sobotę wieczorem i nie miałem za bardzo czasu i ochoty, by siąść w końcu do bloga! :P Wrzucę Wam dwie fotki na razie - poniżej widok z naszego lokum w Gurzuf, a pod nim widok nabrzeża Jałty! :P Pięknie, co? :) ![]() ![]() O reszcie przygód na Krymie i ogólnie Ukrainie jeszcze Wam opowiem, tymczasem tylko szybki przegląd ostatnich wydarzeń. Nie mam za bardzo czasu, bo jestem umówiony na spotkanie o godz. 12 ...z jedną urodziwą dziewczyną. ;) Możecie trzymać kciuki, aby coś z tego wyszło - i tak zapewne napiszę o tym na blogu jeszcze. :) A co poza tym? Wspomniałem sobie o dawnej przyjaciółce Ewie, jak byłem u mamy. Okazało się, że ma już dziecko, a jak rozmawiałą jakiś czas temu z moją mamą, to chyba chciała na swój ślub zaprosić. ;) I sami widzicie jak to jest: kiedyś mówiła, że wiele jej pomoglem - widać zapomniałą o mnie, kiedy nie byłem jej już potrzebny. :P No trudno - takich przyjaciól NIE POTRZEBUJĘ! :] Całe szczęście, o Aśce praktycznie już w ogóle nie myślę! :))) ...i to mnie cieszy, że od niej się już uwolniłem! :] A dzisiaj nad ranem miałem sen. Obudziłem się po nim jakoś o godz. 7:30! Śniło mi się, że spacerowałem sam w ...walentynki! :P Może dlatego, że dzisiaj też 14 dzień miesiąca? :P Chodziłem po Krakowskim Przedmieściu w Warszawie samotnie wśród tłumu par - od dyskoteki po jakiś teatr mijając po drodze stragany z jakimiś starymi przedmiotami z antykwariatu. :P Było mi smutno, bo byłem sam, jak wracałem to zauważyłem tylko, że na tym straganie ze starociami prawie wszystko zostało sprzedane i było już pusto. Ot, taki sen... zupełnie bez znaczenia... Dobra, zbieram się, bo muszę załatwić bankomat przy Rotundzie i doładować bilet kwartalny jeszcze, a zdążyłem się dopiero ogolić! :P N. przesunęła naszą "randkę" na godz. 12:20 właśnie. :] 3majcie kciuki! :P " Ps. Oglądaliście wczoraj "Must be the music!"? Żałowałem tylko, że przepiękna (podobna do Shakiry) Kasia Moś nie dostałą się do finałowej dwójki! :P Kurde... co to za przepiękna kobieta, nie? :)))
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Wyjazd na KRYM!
Ufff... sporo do przekazania, a tak mało cxzasu!!! :/ Plany nieco się zmieniły: musiałem przyjechać wczoraj do miasta mojej mamy (bo ona przyjechała do mnie w piątek i w sobotę wracała), bo okazało się, że tu mamy (ja i S.) się spotkać i stąd ruszamy, bo S. ma dyżur dzisiaj i rusza stopem z Warszawy dziś o godz. 21:30. Kupiłem więc bilet przez neta i pojechałem z mamą tym samym autokarem. Jestem Wam jeszcze winien wyjaśnienie, jak skończyła się (bo się skończyła) historia z dziewczyną z penisem. ;P Otóż kiedy dowiedziałą się, że jedziemy na Krym... koniecznie zachciałą jechać z nami (średnio mi się to spodobało, ale ok). Napisałem do S. na Facebooku czy Skype i sprawdził, że bilety jeszcze są i może je kupić dla niej. Tymczasem ona powiedziała, żebym ja przelał mu pieniądze, a ona odda mi za kilka dni jak się spotkamy! :D LOL! :P I już nawet nieistotne w tym momencie, że to dziewczyna z penisem, ale nie znam człowieka, nigdy jej na oczy nie widziałem, a ona liczy, że będę zakładał za nią jakieś pieniądze! :P Napisałem jej, że to dziwne i nie odoba mi się. ...wtedy ona zaczęła pisać na GG coś w stylu: "nie wiedziałam, że jesteś taką materialistyczną świnią". Po dwóch zdaniach w tym klimacie napisałem jej: "to oznacz koniec rozmowy, żegnam! :]" i dałem jej bana na GG. ;P Ufff... udało się jakoś wyjść z tej nieprzyjemnej sytuacji! :D To miało miejsce dokłądnie 24 kwietnia. Z urlopem w pracy też się udało, ale wszystko na ostatnią chwilę! :P Okazało się bowiem, że ostatniego mojego dnia w pracy przed wyjazdem (27.04) w naszym programie z grafikiem... nie miałem naniesionego jeszcze urlopu! :/ Poszedłem do liderów o to zapytać, oni skierowali mnie do pani kierownik, ona zaś "szczebel niżej" - do szefowej liderów. Tam dostałem od niej podpisany wniosek urlopowy, żebym zaniósł go do kadr, to będzie szybciej. Tak też uczyniłem. Wróciłem na stanowisko, zacząłem pracę i... po jakiejś godzinie urlop był już naniesiony! :P Wyszło tak, że wziąłem tylko 6 dni (60 godzin) urlopu, a w sumie razem mam ...17 dni wolnego! :P 3 ostatnie dni kwietnia i tak miałem wolne + dni urlopu i wolnego = piękne 17 dni laby!!! :D Dokłądnie od 28.04 do 15 maja włącznie! :))) Jestem spakowany, muszę tylko zrobić ostatni przegląd rzeczy i część z nich zostawić (za ciężko!) i... jutro o 5 rano mam spotkać się z S. na dworcu i ruszamy! Wygląda na to, że pojedziemy autokarem do Przemyśla i stamtąd jakoś do granicy. Szkoda, liczyłem na podróż stopem do samej granicy albo chociaż w jej pobliże - no nic, zobaczymy jutro rano. ;P To będzie zapewne podróż pełna niespodzianek! Hmmm... czy ja miałem pisać coś jeszcze? <myśli> Nie pamiętam, nie mam nawet czasu odpisać mojej Szanownej Czytelniczce na maila... :/ Napisałem jej jednak, że teraz nie dam już rady i po powrocie możemy popisać. Na koniec jedna świetna ciekawostka naukowa z dnia dzisiejszego: http://alturl.com/jtjvc - "Wiara w Boga słabnie w wyniku analitycznego myślenia"... :D Czy koś jest zaskoczony? Chyba nie, ale sami poczytajcie: <<Analityczne myślenie zmniejsza siłę przekonań religijnych człowieka - zauważyli kanadyjscy naukowcy. Wyniki badania opublikowali w czasopiśmie "Science". Badacze polecili uczestnikom wykonanie kilku zadań, wymagających analitycznego myślenia lub stosowali metodę torowania, która polegała na pokazywaniu badanym przez krótki, nieuświadamiany okres czasu konkretnego obrazka, np. przedstawiającego rzeźbę Rodina "Myśliciel". Zaobserwowano osłabienie wiary w Boga u osób, u których wzbudzono procesy analityczne, bez względu na to, czy byli to sceptycy, czy pobożni i bogobojni ludzie. Badanie opierało się na wynikach poprzednich eksperymentów, które dowodziły, że człowiek posiada dwa systemy kognitywne: intuicyjny i analityczny. Pierwszy z nich bazuje na stosowaniu skrótów myślowych w celu znalezienia szybkich i skutecznych odpowiedzi, drugi z kolei generuje rozwiązania bardziej przemyślane i uzasadnione. - Nasze badanie przeprowadziliśmy w oparciu o poprzednie przedsięwzięcia, które wiązały religijność z myśleniem intuicyjnym. Wyniki naszego badania sugerują, że aktywowanie analitycznego systemu poznawczego w mózgu może zmniejszać intuicyjne wsparcie dla religijnych wierzeń, przynajmniej tymczasowo - mówi Ara Norenzayan, współautor eksperymentu.>> To jest tak PIĘKNE i JEDNOZNACZNE, że aż musiałem wkleić cały artykuł w całości! :P No sami widzicie, czy tu trzeba jeszcze coś komentować? ;P Tymczasem idę się wykąpać, bo jutro wstaję baaardzo wcześnie! :/ Życzcie mi szczęśliwj podróży i pięknych zdjęć z Krymu (Sewastopol, Simferopol, Jałta, Alusza, Gurzuf - w tych miejscowościach mamy być, o ile dobrze pamiętam, a plany się nie zmieniły - no i po drodze jeszcze wcześniej Lwów i Cherson). To będą wyjątkowo wczesne (i zapewne ekscytująco-męczące wakacje!)... :) Do zobaczenia/poczytania po powrocie! Ps. Najpierw wrócę do mamy 8 lub 9 maja, a dopiero 12 do Warszawy, no ale na bloga wrzucę zapewne coś jeszcze od mamy. Bardzo jestem ciekaw, jak to nam wyjdzie we czwórkę, bo jedziemy w składzie: ja, S., Oksana - dziewzyna S. i jej koleżanka - czyli we czwórkę! :)))
wtorek, 24 kwietnia 2012
Jeszcze tylko TYDZIEŃ!
Nie wierzę... nawet nie w to, że za tydzień jadę na Ukrainę i na Krym, tylko w dzisiejszy wieczór... ale zachowajmy chronologię zdarzeń... ;) Rano miałem umówioną wizytę u prawnikó w sprawie Roberta A. Przedstawiłem im sytuację i poprosiłem o pomoc - na początku nie chcieli się zgodzić ze względu na wysokość zadłużenia (w domyśle: "stać cię na prawnika"), ale wytłumaczyłem, że były to oszczędności całego życia. Podjęli sprawę. Przesłałem im tylko dowody wpłat rat, których dokonał Robert i mamy skontaktować się po weekendzie majowym. Napisałem o tym w mailu do Roberta i... zaraz się odezwał! :P Stwierdził, że chce sprawę załatwić polubownie i zrobi co w jego mocy, by dług zwrócić. Mało niby i nie wierzę za specjalnie, ale... to dobrze. :) Jeszcze pojawił się wieczorem na GG, zaczepiłem go i nawet się odezwał ...ale do tego jescze zaraz wrócę. Bo ten mail powinien mieć właściwie tytuł: "niesamowity wieczór"! :P Po spotkaniu u prawników wróciłem do domu, sprzątnąłem pranie i zrobiłem sobie obiad i drzemkę. W międzyczasie wszedłem na czata... ;P Poznałem tam... PIĘKNĄ kobietę! :P Młoda jest - ma 21 lat, ale też mieszka w Śródmieściu, niestety dziś nie miałą czasu na spotkanie. Wspomniałem jej o Krymie, no ale wiadomo: nie znamy się. :) No ale kurde... od bardzo dawna znowu jestem bliski zakochania się - wierzcie mi, że jest ZABÓJCZO PIĘKNA!!! :P :))) Z ciekawostek: http://alturl.com/uvv4q - "W więzieniu na wyspie Bastoy (Norwegia) nie ma murów, drutów ani kajdanek. Tylko woda dookoła. Jednak mało kto chce stąd uciec. Więźniowie, którzy tu odsiadują karę, zdają sobie sprawę, że mają szczęście. To prawdopodobnie najłagodniejsze więzienie na świecie. Ale nawet zwykłe więzienia w Norwegii kierują się w stosunku do osadzonych zasadą szacunku. - Stopniowo przygotowujemy ich do życia na wolności. Możemy ich pozbawić wolności, ale nie godności. Codzienne życie w więzieniu powinno tak bardzo jak to możliwe przypominać życie poza murami, ponieważ uważamy, że społeczeństwu się to opłaca - mówi pracownik więzienia. Wygląda na to, że ten system się sprawdza. Zaledwie 20 procent norweskich przestępców po odsiedzeniu kary ponownie wkracza na złą drogę. Dla porównania, w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych ponad połowa przestępców ponownie trafia za kratki w przeciągu kilku lat od zwolnienia." Niesamowite, co? :))) Zbyt piękne, by mogło być prawdziwe? Może po prostu ci ludzie mają zuuupełnie inną mentalność od naszej polskiej? :) Pozytywne, prawda? :) A co poza tym? Mam dość tego chorego SYSTEMU: żyjemy w czasach galopującego konsumpcjonnizmu - bardziej opłaca się kupić nowe niż naprawić stare, poza tym to spowolniłoby gospodarkę przecież! Dlatego też np. telewizory to "jednorazówki"! :/ Przecież tych lcd/led się NIE NAPRAWIA, bo naprawa przewyższyłaby wartość nowego sprzętu - matryce są JEDNORAZOWE! To jest po prostu CHORE!!! Mam nadzieję, że ten chory system wkrótce się rozpadnie! Wczoraj też miałem wolne - jechalem autobusem (nie pamiętam gdzie i po co), a w autobusie była... piękna długonoga i długowłosa blondynka! Jakież ona miała pięęękne nogi! :P Ech... marzenia! :P Dziś po tej wizycie u prawnikó miało się już nic nie dziać ...a jednak! :P Najpierw zadzwonił S. i umówił się na spotkanie w KFC pod moim domem, by oddać mi kolbę lutownicy mojego taty. Spotkaliśmy się, powiedział, że odda ją osobiście, więc przyszliśmy do mnie. Oddał lutownicę mojemu tacie i "zalogował się" w moim pokoju ...na moim komputerze i widzą, że mnie wkurza... miał z tego powodu świetną zabawę (jak zwykle)... Potem wyjął ze swojej torby dwa piwa i oglądałzdjęcia na moim komputerze i wypiliśmy po piwku. Drażnił się znowu ze mną wydurniając się i udając, że coś komuś pisze z mojego konta na FB czy na Fotka.pl. Ciężko było się go pozbyć, ale w końcu się udało! :P Dowiedziałem się przy okazji, że jednak jedziemy na Krym w 4 osoby: ja, on, jego dziewczyna - Oksana i jej przyjaciółka. Darujemy sobie Odessą, bo już tam byliśmy i jedziemy prosto do Simferopola - będziemy więc jeden dzień dłużej na Krymie! :))) Bilety są, mieszkaniewynajęte - dziewczyny mają spać w pokoju razem (pomysł Oksany), a ja... z S.! :/ Będzie ciężko... ;P Ale i tak SUUUPER! :))) W końcu naprawdę WYPOCZNĘ! :))) Wieczorem na GG odezwałą się do mnie dziewczyna... nie znałem jej, pokazała fotki (całkiem ładna), fajnie się gadało, powiedziała, że ma jakąś TAJEMNICĘ. Odparłem, że ja mam dwie. Ustaliliśmy, że sobie o nich powiemy. Napisałem, że mam "dwa uniwersalne odstraszacze dziewczyn: 1. ateizm, 2. nieuleczalna choroba [wyjaśniłem jaka]". Ona na początku nie chciała powiedzieć, bo bałą się, że to zakończy znajomość. Napisałem w żartach: "chyba nie jesteś facetem? to chyba przekroczyłoby granice mojej tolerancji :P ". ...nie wiem, czy uwierzycie, ale... okazało się, że PRAWIE zgadłem! o.O Tzn. jest kobietą, ma piersi, ma wygląd kobiety, ma wewnętrzne organy płciowe kobiety, ale... między nogami ma PENISA! :| I nie, nie jest "shemale", nie zmieniałą płci - po prostu natura sobie z niej zadrwiła! :/ Może zajść w ciążę i urodzic dziecko przez cesarskie cięcie, ale po prostu ma TO między nogami... I to pokaźnych rozmiarów: 21 cm. Groeska jakaś, nie? Myślałem, że to dowcip kolejny idiotyczny S., ale nie... o.O Wyobrażacie sobie? Nie wiem, co o tym myśleć - mamy się spotkać w weekend może - nie znałem jeszcze nigdy kogoś takiego. Strasznie mi jej żal i szkoda się zrobiło... :( Biedna dziewczyna, nie? :/ ...żeby było JESZCZE CIEKAWIEJ odezwałemsię do Roberta, który nieoczekiwanie pojawił się pierwszy raz od baaardzo dawna na GG, a o czym wpomniałem na początku wpisu. Rozmawiałem normalnie, ma mi wszystko napisać do piątku - niespecjalnie w to wierzę, bo już składał podobne obietnice, których nie spełnił nigdy, ale ok... zobaczymy... Jak sami widzicie... niesamowity wręcz wieczór, prawda? I w ogóle kolejny jeden z tych CIEKAWYCH dni! :P Pozostaje mi teraz pójść spać i mieć nadzieję, że przyni mi się ta piękna nieznajoma, którą dziś poznałem! :) A za tydzień... o tej porze powinienem być już we Lwowie! :)))
piątek, 20 kwietnia 2012
Samotność...
Niby nic nowego, prawda? U mnie to NORMA ...a jednak. To tak cholernie BOLI! Oglądałem wczoraj z tatą (bo wolne miałem wczoraj i dziś) film "Kupiliśmy ZOO" - w sumie nudnawy, ale ściągnąłem go dla Scarlett Johansson (kocham ją po prostu - jest boska!). I tam padło takie zdanie, że "tak można kovhać tylko raz w życiu". I tak sobie pomyślałem... ja już mam to za sobą - kochałem TAK tylko raz w życiu: Agnieszkę - od 3 do 8 klasy podstawówki. Taka miłość już nigdy nie powtórzy się w moim życiu... :((( Więcej: ja już nigdy nikogo tak nie pokocham. Gorzej: sam nigdy nie byłem przez nikogo tak kochany i nie mam na to najmniejszych szans! :((( Moje życie jest puste i straszliwie smutne... Tu nic się nie dzieje, mam tego dość. Nie chcę tak już dłużej żyć, nie daję już rady - po prostu: NIE CHCĘ JUŻ ŻYĆ!!! :/ To nie ma najmniejszego sensu! Tu już nic się nie wydarzy (dobrego) - WIEM TO!!! ;((( Zapomniałem Wam ostatnio napisać,że jak poszliśmy z mamą i S. z pizzerii do Kebab Kinga, to po drodze spotkaliśmy żebraka (wyglądałna prawdziwego a nie "udawacza") - S. wyjął z kieszeni monetę i mu rzucił do puszki! :) Niby mały gest, ale... dobrze o nim świadczy - co by nie mówić, to jednak po prostu DOBRY człowiek! :) W środę w pracy zrobili nam test z ramówki kwietniowej... na 100% go nie zaliczyłem! :/ Był trudny, a i ja niewiele umiałem! Byłem też świadkiem rozmowy kolegi z pracy ze sprzedawcą kanapek. Kolega poskarżył mu się, że tak nam utrudniają zarobienie pieniędzy, że zarobi jakieś 2200 zl w tym miesiącu - sprzedawca kanapek na to: "tyle to ja mam w dwa tygodnie"! ;( :((( :/ <ściana> ...to mnie ZALAMAŁO! :((( Co tu dużo mówić? Jestem SKOŃCZONY! Chyba moją ostatnią satysfakcją będzie "zapuszkowanie" Roberta A. za to, że ukadł mi 70000 zł! Nie podaruję mu tego!!! :[ Pozna siłę mojego GNIEWU! :/ Skoro nie ma na tym świecie osoby, którą mógłbym KOCHAĆ, to całą swoją energię skupię na NIENAWIŚCI do tego złosnego oszusta i złodzieja!!! :/ ...moje życie jest TRAGICZNE - sami widzicie. ;( ...i ja już NIE CHCĘ żadnych nowych leków (coś mi mama o nich wspominała) - ja po prostu PRAGNĘ ŚMIERCI!!!
niedziela, 15 kwietnia 2012
Weekend z mamą i S.
Znowu sporo się działo! I fajnie: nie nudziłem się w weekend! :) Mama przyjechała do mnie w czwartek - po to, by w piątek zanieść mój PIT do Urzędu Skarbowego. Przywiozła mi go od swojej znajomej, która zawsze załatwia nam te sprawy z PITami. Spotkaliśmy się, jak wróciłem z pracy i poszliśmy na kolację do Mc Donald's - popsuła im się sałatka z kurczaka niestety... :/ W piątek ja pojechałem do pracy, a mama do US i potem chodziła sobie po Warszawie - spotkała się z moją ciotką i jak zwykle poszły gdzieś razem na kawę. Skończyłem pracę o godz. 21 i spotkaliśmy się gdzieś na mieście, poszliśmy na kolację do KFC - Big Box z Twisterem wystarczył. ;) Siadłem do kompa i mama uparła się, bym kupił Groupon na pizzę: "29 zł - pizza bez ograniczeń: jesz, ile chcesz". Zamówiliśmy stolik na sobotę. W sobotę poszliśmy do tej pizzerii na godz. 13. Pizza byłą WYŚMIENITA (naprawdę!), ale chwyt marketingowy był "chiński", bo okazało się, że to był rabat "29 zł zamiast 60 zł" a nie PRAWDZIWE "jesz, ile chcesz". Wybaczam im to jednak, bo pizza z jajkiem była REWELACYJNA! :P I prawdziwa, włoska, oryginalna: bez sosów, tylko z oliwą, a ciasto wręcz REWELACYJNE! No dawno czegoś tak pysznego nie jadłem - takiego czegoś jeszcze NIGDY nie jadłem!!! :P Ostatecznie zjedliśmy 3 różne pizze i jedno ciasto z oliwą Focaccio (czy jakoś tak) - GENIALNE!!! :))) Jak już tam byliśmy zadzwonił S. i zapytał, gdzie jesteśmy - jak się dowiedział, że na pizzy, powiedział, że do nas przyjedzie - średnio mi się ten pomysł spodobał, bo wiedziałem, że przyjedzie "na sępa"! :P ...nie myliłem się: nie wypadało go nie poczęstować, a on zamówił sobie tam tylko piwo! ;P W każdym razie pizzą byłem ZACHWYCONY! Potem poszliśmy z nim jeszcze do Kebab Kinga, gdzie zamówił sobie dużego kebaba z ostrym sosem, a my z mamą po baklawie małej. A tak a propos S., to mam dla Was jeszcze zdjęcia podziemi w Centrum - godz. 4:22. Zdjęcia wykonane wtedy, jak wracałem do domu po urodzinach S. następnego dnia bardzo wcześnie rano (te puuustki aż biją po oczach, tak pustego podziemia w samym środku Warszawy jeszcze nie widziałem! :P )... ![]() ![]() Poniżej zaś strasznie seksowny plakat z mojej pracy - raaany, co ja bym dał, by pocałować takie szałowe usta! Ech... rozmarzyłem się (jestem "wygłodniały"), ale sami zobaczcie: A to plakat z ulicy Kruczej, w pobliżu ronda de Gaulle'a, gdzie stoi słynna palma. Jak dla mnie... GENIALNY! No bo czym można podlewać sztuczną palmę... zwłaszcza jak na plakacie jest butelka piwa LECH? ;P SUPER, nie? :D Dziś S. pożyczył od mojego taty lutownicę, a wieczorem (chcąc-niechąc) załatwiłem mu na jutro "fuchę" u tej mojej znajomej profesorki - mam tylko nadzieję, że nie narobi mi obory... :/ Bo zadzwoniła wieczorem z pilnym zleceniem: chodziło o przepisanie kilku stron na komputerze, a wiedziała, że ja jutro pracuję - zapytałą więc, czy nie mógłbym polecić jej kogoś na "zastępstwo". Ja z kolei pomyślałem o S., bo wiedziałem, że on jutro ma wolne. :) W ogóle to miał jechać na święta (swoje prawosławne - oni teraz mają) do siebie do Rodnowa na Mazury, ale wrócił w sobotę rano z pracy i już mu się nie chciało. :P Niech se chłopaczyna zarobi parę groszy... już nie będę taki wredny - zwłaszcza, że ja jutro naprawdę nie dałbym rady jej pomóc! ...tymczasem ja kupiłem dziś sobie plecak w C.H. Reduta i jestem gotowy do pakowania na Krym! :P
czwartek, 12 kwietnia 2012
Spotkanie z dyrektorką...
Ha! Ale mnie zaszczyt wczoraj spotkał! :P Razem z czteroma innymi osobami zostałem wybrany przez przełożonego Michała do spotkania z dyrektorką na zamkniętym spotkaniu! ;P Naprawdę... poczułem sięwyróżniony i doceniony! :) Spotkanie trwało dobrą godzinę, a rozmawialiśmy na nim, dlaczego w tym miesiącu jest tak ciężko (klienci nie kupują i 27% rozmó kończy się odmową rozmowy w ogóle!). Doszliśmy do wniosku, że głównym powodem są ceny (ich zbyt częste zmiany, brak gwarancji stałej ceny), to że nie traktujemy Abonentó indywidualnie i zbyt częste telefony do nich z naszej strony. Na niektóre kwestie rozwiązania się znalazły (lepsze oferty, niższe ceny, dodatkowe ułatwienia), inne nie są takie proste, bo naprawdęciężko stwierdzić, co jest powodem rozmowy, skoro od razu rzucają słuchawką i nawet nie ma co marzyć o wejściu w rozmowę handlową nawet! :/ No w każdym razie te niższe ceny, które możemy oferować na niektórych zaczęły działać! :) Wczoraj nagrałem co prawda też tylko 13 punktów, ale szło już lepiej - tylko baza długo wybierałąi stąd taki mały wynik. Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej! :) Co ja mówię... MUSI BYĆ LEPIEJ! :P ...inaczej nie uda się dojść nawet do pierwszego progu prowizji! :/ A będzie z tym naprawdęciężko w tym miesiącu... :( Kolega opowiedział wczoraj, co mu powiedział Abonent na kolejną propozycję i pytanie, co o niej myśli. Abonent odparł: "no wie pan... dupy nie urywa..." - ale wziął! :D Po naszym spotkaniu przełożeni zwołali wszystkich z bazy i zrobili już otwarte dla wszystkich spotkanie, na którym przekazali ustalenia poczynione na naszym wcześniejszym zamkniętym spotkaniu. :) Teraz wychodzę do pracy, wieczorem mama przyjedzie, więc zdążę tylko napisać Wam jeszcze jaką pięęękną kobietę widziałem przedwczoraj w metrze, jak wracałem z pracy! :P Otóż była to śliczna czarnoskóra (jak węgiel) dziewczyna z równie ciemnoskórym całkiem przystojnym chłopakiem. Moją uwagę zwróciły zwłaszcza jej piękne czarne oczy, które wyraźnie było widać! :) Śliczna... no pomarzyć można o takiej! :P Hmmm... ktoś chyba znowu będzie miał do mnie pretensje, że piszę na blogu o pięknych kobietach! :P No ale cóż... nie jestem obojętny na kobiecą urodę, przepraszam! ;P
środa, 11 kwietnia 2012
Urodziny S.
S. wrócił z Ukrainy - nie widziałem go chyba ponad miesiąc i szczerze... stęskniłem się! :P Odezwał się do mnie bodaj w niedzielę i zaprosił do siebie na poniedziałek wieczorem, bo 9 kwietnia obchodzi swoje 28 urodziny... :) No więc pojechałem do niego, wysiadłem na przystanku tramwajowym przy Metrze Świętokrzyska i już do niego szedłem, ale jeszcze zadzwoniłem chcąc uprzedzić, że już idę.Okazało się jednak, że S. dopiero wyszedł z pracy i jedzie z lotniska do domu (jest bowiem funkcjonariuszem straży granicznej na Okęciu - nie wiem, czy o tym wspominałem). Powiedział mi, żebym pojechał na Dworzec Centralny i poczekał na niego przy przejściu z Dworca do Złotych Tarasów. Jak chciał, tak zrobiłem... Stanął dokładnie przy przejściu i czekałem na niego. Powiem Wam: ...mała ta Warszawa! :P Po chwili stania tam bowiem spotkałem... koleżankę z pracy, która akurat wróciła pociągiem ze swoich rodzinnych stron (byłą u siebie na święta). :P Długo nie rozmawialiśmy, bo koleżanka spieszyłą się chyba na autobus, ale niezłą niespodzianka! ;P S. po chwili zadzwonił: "jestem pod Empikiem w Złotych Tarasach" - poszedłem! Na miejscu kolejny telefon: "jestem pod Hard Rock Cafe". Wkurzyłem się już, ale poszedłem! Na miejscu rozglądam się, a tu nagle... ktoś złapał mnie od tyłu za ramiona - odwracam się, patrzę... S.! :P Z tym swoim szelmowskim uśmiechem na dodatek! :P Wymyślił, że skoro dziś jego urodziny, to musimy wypić! :/ Poszliśmy z Dworca Centralnego do niego piechotą po drodze wstępując do małego sklepiku z alkoholem otwartego "24h". ;) Na miejscu S. kupił pół litra "Pana Tadeusza" i sok żurawinowy na "zapojkę" - poszliśmy do niego... Na miejscu okazało się, że ściągnął mnie do siebie głównie po to, bym pomógł mu z tłumaczeniem jego CV na język angielski! :P Siadłem więc przed laptopem, a on zaczął polewać. Trwało to jakiś czas, ale z każdą kolejną kolejką pisanie na klawiaturze przychodziło mi z coraz większym trudem! ;P W końcu zabrał mi laptopa - sam pisał, a ja tylko mówiłem czy dobrze pisze. I tu ciekawostka: alkohol osłabił moje fiunkcje, że tak powiem, motoryczne, ale umysł najwyraźniej pracował jeszcze sprawnie! ;P W każdym razie jakoś to tłumaczenie skończyliśmy i S. widząc w jakim stanie jestem powiedział: "w tym stanie cię nie wypuszczę - śpisz tutaj", ściągnął materac i kazał mi się położyć spać. :P Nawet nie protestowałem - chyba po prostu nie byłem w stanie! ;P Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że S. miał do pracy we wtorek (10 kwietnia) na godz. 7 i obudził mnie dokładnie o godz. ...4:42! (sic!)... :/ Półprzytomny wstałem, ubrałem się i wyszliśmy na przystanek - trzęsłem się z zimna, bo na dworze było dość paskudnie! :/ Wsiadłem z nim do autobusu, przegapiłem przystanek Centrm (byłem nieprzytomny - rozumiecie!) i wysiadłem na Placu Starynkiewicza, a S. pojechał dalej na Okęcie. Przesiadłem się w drugi autobus i po chwili wróciłem do domu - było jakoś niewiele po godzinie 5 rano! :/ Przebrałem się w piżamę i poszedłem do łóżka... Długo nie pospałem - po godzinie 7 trzeba było wstawać! :/ Do pracy pojechałem niewyspany i półprzytomny. Znowu musiałem wczoraj w pracy cierpieć na kacu!!! :/ Nie było tak źle jak poprzednim razem - przynajmniej nie pokładałem się na biurku, ale idealnie też nie było. Nawet przez moment myślałem, że pójdę zwracać do toalety, ale - całe szczęście - przeszło mi! :P Po jakichś 4-5 godzinach było już w miarę dobrze, ale i tak czułem się lekko "wczorajszy". ;) Do tego musiałem siedzieć na bazie, a ci ludzie prawie w ogóle nie chcieli z nami rozmawiać, więc wczoraj zrobiłem zaledwie 13 punktów, a to i tak tylko dlatego, że oddzwoniłem do faceta, z którym byłem umówiony na rozmowę i za jego aneks były 3 punkty! :/ Mam nadzieję, że dzisiaj będzie duuużo lepiej - przynajmniej ja jestem już dzisiaj trzeźwy i zdrowy! :P W każdym razie przynajmniej w poniedziałek zachowaliśmy tradycję. Lany poniedziałek w końcu, nie? ;P Co prawda laliśmy WÓDĘ a nie WODĘ ...ale to niewielka różnica: tylko jeden mały ogonek nad "o". ;P Żeby było śmieszniej życzenia wielkanocne przysłał mi... Robert A. z Gorzowa! o.O Napisał dokładnie: "Z okazji Zmartwychwstania Pańskiego i choć Twój stosunek do wiary inny od mojego to w dniu takim działy i różnice zanikają. Z tej okazji Świąt Wielkanocnych życzę Tobie znalezienia miłości aby Twoje serce kochało ukochaną osobę do śmierci i ta miłość Twoja u tej osoby była odwzajemniona do końca waszych dni, tak by każdy dzień był dniem miłości i z poczuciem obecności ukochanej osoby. Tego z serca Tobię życzę." ...ręce opadają! Złodzieja dorwę już wkrótce, żadne słowa go nie uratują! :] Jeszcze ciekawostka: http://tinyurl.com/cfncjmj - "Zmiany demograficzne oraz zmiany w nastawieniu do religii mają w Niemczech wielki wpływ na sytuację Kościoła. Z braku pieniędzy masowo sprzedaje się obiekty sakralne." ...i bardzo dobrze! :))) Ludzie zaczynają myśleć!
sobota, 07 kwietnia 2012
Cholerne święta...
Cholerne święta i jeszcze bardziej cholerni katolicy!!! :/ Jak ja nienawidzę tego fałszu i obłudy!!! :/ Dzisiaj w pracy poszło całkiem nieźle: nagrałem AŻ (ze względu na dzień) 22 aneksy, więc nieźle, ale ile ja się przy tym nasłuchałem!!! :/ :( Jak na katolików przystało: "w wielką sobotę dzwonicie!?", "przestańcie, k...wa, wydzwaniać" itd., itp. ... :/ ...ale dla tych, którzy byli mili i normalnie rozmawiali dawałem NAJLEPSZE OFERTY. Mam nadzieję, że nikt się za to do mnie nie przypieprzy, bo omijałem dziś krok z krótszymi umowami (z 19 na 15 miesięcy i dopiero potem na 13 miesięcy): skracałem tę bezsensowną procedurę i nawet przy jednokrotnym niezainteresowaniu dawałem od razu promocję lepszą niż dla nowych Abonentów - z większymi rabatami. Bo w końcu podobno katolicy mają jakieś święta i chodzi o to, żeby coś sprzedać, prawda? :P A skoro byli dla mnie ludzcy i rozumieli, że ja pracuję w WIELKĄ SOBOTĘ (so called), to chciałem się im odwdzięczyć - w każdym razie taka jest moja wersja i tak się będę tłumaczył, gdyby coś! ;P Ciężko było, ale ułatwiłem sobie znacznie z tymi ofertami (omijając kolejne kroki) - nie produkowałem dziś niezainteresowanych - kiedy doszło już do rozmowy handlowej, dawałem naprawdę świąteczne oferty! :) Wróciłem do domu wykończony, zjadłem kolację, odkurzyłem jeszcze i zmyłem podłogę, żeby jutro mieć spokój! Niestety jestem pewny, że ojciec przygotuje jutro "świąteczne śniadanie" i czy tego chcę, czy nie (a wiadomo, że NIE!!!) ...będę zmuszony uczestniczyć w tej corocznej szopce, co ani mi nie jest miłe, ani potrzebne! Chcę po prostu odpocząć, bo od wtorku czekają mnie 4 dni pod rząd znowu w pracy!!! :/ A to dla mnie NAJZWYKLEJSZE DNI! Wiecie, co jest najbardziej tragicznie w tym śmiesznego? :D Życzyłem dziś Abonentom "zdrowych, pogodnych i rodzinnych świąt" - to swoisty PARADOKS, bo moje takie przecież nie będą (pomijając, że ja żadnych świąt nie obchodzę - szczegół). Zdrowe nie są - w każdym tego słowa rozumieniu w tym kontekście, pogodne - tym bardziej, bo mam strasznie zły humor, no i rodzinne... jestem zupełnie SAM (osamotniony samotny samotnik - jak mawiał bohater "Epoki Lodowcowej", Sid) - siedzę w domu z ojcem, ale naprawdę ciężko jest mi go traktować jako rodzinę (tym bardziej pełną i szczęśliwą!). Ech... jest NAPRAWDĘBEZNADZIEJNIE! :((( Nie mam zupełnie NIKOGO, S. się nie odzywa, złodziej Robert z Gorzowa nadal także i nawet mama nie wiem, co zrobiłą z telefonem, bo nie odbierałą, kiedy próbowałem się z nią połączyć po wyjściu z pracy! :/ Zupełnie sam w te cholerne ponoć "rodzinne" ponoć "święta"! Ech, nienawidzę tego wszystkiego, jestem wściekły, zły i tak cholernie smutny przez tęokropną samotność i pustkę! Nie chce mi się żyć, nie chce mi się męczyć w pracy - po co i dla kogo ja to robię?! :/ Niech to wszystko się juz skończy, mam dość! Najpierw niech skończą się te cholerne święta cholernych katolików, potem niech skończy się ta moja męczarnia - z pracą, pieniędzmi i dziewczynami (bez nich - dodajmy), a na końcu niech i ja się WRESZCIE skończę!!! :/ Nie jestem nikomu do niczego potrzebny, a i mi takie życie (właściwie "życie") do niczego potrzebne nie jest!!! :/ Po cholerę ja się w ogóle urodziłem!? Nie ma tu dla mnie miejsca i tak cholernie mi się tu NIE PODOBA!!! :((( Idę spać... chciałbym się już nie obudzić, ale WIEM, że niestety NAPEWNO się obudzę ...mam pecha i jestem PEWNY, że się obudzę, choć tak bardzo pragnę, by to już nie nastąpiło!!! :/ <ściana>
|